Dzieci w sieci

Posted August 26th, 2009 by ania

Niestety, ale nie bez powodu rodzice tak bardzo martwią się o swoje dzieciaki, gdy te zasiadają przy komputerze i podłączają się do Internetu. Internet to mieszanka wybuchowa: dużo potrzebnych wiadomości, mądrych e-booków, interesujących danych, ciekawostek, fajnych gier (choćby gry online, które zdają się powoli przebijać przez standardowe gry kupowane na CD lub, nie oszukujmy się, ściągane z sieci), w sieci znajdziemy bardzo pożyteczne opracowania, łamigłówki, testy, informacje gdzie się leczyć, strony urzędów, organizacji pozarządowych ale jest tam też bardzo wiele złego, czego nasze dzieci nie powinny oglądać: pornografia lub lżejsza erotyka, bardzo wiele wulgaryzmów, strony dla żądnych sadyzmu, strony faszystowskie, rasistowskie, w internecie sekty werbują nowych członków – wiadomo, jak podatne jest ośmio-, dziewięcioletnie dziecko lub młodzież na tego typu manipulacje… przykłady można by mnożyć. Nic zatem dziwnego, że w obecnych czasach wręcz boimy się pozwolić na to, by nasze dziecko w ogóle wchodziło w sieć. Bo może być w nią złapane… (”Nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie”). My dorośli mamy więcej doświadczeń, wiedzy, realniej patrzymy na świat. Dziecko nie. Bywa, że jest naiwne, że czuje się nie zrozumiałe, odrzucone, zagubione i wówczas może dojść do poważnej tragedii.

Cóż zatem rodzic może zrobić, kiedy chce, przykładowo, aby dziecko weszło na stronę, gdzie oferowany jest darmowy kurs angielski dla dzieci ale jednocześnie musi choćby na chwilę wyjść i nie wie, czy może dziecko zostawić sam na sam z komputerem i Internetem?

Po pierwsze, zanim w ogóle dojdzie do sytuacji, kiedy dziecko zostawiamy z internetem sam na sam musimy z nim długo porozmawiać. Wyjaśnić, jakie czekają na niego pułapki. Uświadomić, do czego zdolni są ludzie po drugiej stronie i że nigdy nie może ono wiedzieć, kto po tej stronie jest. Nie ufać. Jest to przykre, ale należy dziecko nauczyć kontrolowanego i ograniczonego zaufania.

Komputer niech zawsze stoi w miejscu, który widzimy. Nie po to, by szpiegować własnego syna czy córkę usadowiwszy się na fotelu metr od komputera w dużym pokoju! Po prostu ośmio- czy dziewięcioletnie dziecko nie jest gotowe na to, by siedzieć sam na sam w oddzielnym pokoju z takim narzędziem, jakim jest Internet.

Ustalajmy reguły. Trzeba się ich trzymać. Jak najwięcej spędzajmy na surfowaniu czasu z własnym dzieckiem. Nie tylko będziemy mieli wgląd na to, co robi, lecz również scalać będziemy naszą z nim więź. Im ta więź silniejsza tym mniej możliwości, by nasze dziecko buntowało się i wchodziło tam, gdzie mu zabroniliśmy.

Jeśli jednak naszłaby je taka pokusa – co przecież, nie oszukujmy się, jest jak najbardziej możliwe – mamy zawsze do dyspozycji programy filtrujące oraz coraz więcej stron, które dotyczą właśnie ochrony dzieci w internecie, od czasu do czasu odbywają się także społeczne kampanie. Bywa, że media apelują do rodziców o kontrolę nad dziećmi również w internecie. Oby jak najczęściej, bo wciąż te ostatnie niejednokrotnie wpadają w sidła, a dokładniej w sieć, z której później trudno się wyplątać. Dziwni koledzy, podawane linki do stron o używkach itp., alarmująco nachalny kolega dwunastoletniej córki nalegający na zdjęcia i spotkanie… to już może być początek wielkiej tragedii. Której każdy rodzic chce uniknąć bo przecież pragnie szczęścia swojej pociechy.

Comments are closed.